czwartek, 19 listopada 2015

Czas na rozliczenie się ze sobą

Witajcie! Po dłuższej przerwie znowu, ale przez ten czas nie widziałam sensu w pisaniu.

Dziś chciałam do bloga powrócić, to chyba dobry moment.

Ostatnio strasznie wszystko mnie przytłaczało i chyba przez kilka niedawnych tygodni byłam dość nieznośna i niemożliwa w pożyciu, a mimo to wciąż mam wokół osoby, które zawsze są dla mnie życzliwe i mnie wspierają. Bardzo im dziękuję, mam niesamowite szczęście, że oni są obok. Mam wspaniałą rodzinę i wspaniałych przyjaciół - wy, drodzy Czytacze, też macie takie osoby wokół siebie i chciałam powiedzieć Wam, żebyście nie zapominali ich doceniać. Pamiętajcie też, żeby im to okazywali. Widzicie, ostatnio chodziłam dość rozdrażniona i smutna, nie umiałam sobie ze sobą poradzić i tym bardziej osoby wokół mnie nie wiedziały co mają robić, by mi pomóc. I mimo że doceniam ich bardzo to przez te dni nie umiałam tego okazać, przez co oni też się czuli źle - myśleli, że traktuje ich jako wrogów. Dbajcie o to, by ludzie czuli, co dla Was znaczą, by wiedzieli, że ich potrzebujecie. Warto pielęgnować takie rzeczy - nawet najzwyklejsze malutkie gesty bardzo umacniają więź (ostatnio np. moja przyjaciółka pokroiła mi jabłko z gruszką i przyniosła w miseczce do szkoły - specjalnie dla mnie! to było bardzo kochane).

Ups, zeszlam chyba z tematu posta.

Tytuł dzisiejszego wpisu - dlaczego akurat taki? Zaraz się dowiecie.
Pod koniec tamtego roku szkolnego byłam wolontariuszką- odwiedziałam z moją przyjaciółką chłopca (M.) chorego na autyzm. Bawiłyśmy się z nim, robilysmy różne rzeczy - głównie chodziło o to, by nauczył się kontaktu z innymi ludźmi, żeby było mu się łatwiej komunikować. Wczoraj poszłam zobaczyć jak wyglądają zajęcia z tym chłopcem już w specjalnym ośrodku, gdzie są sprzęty przystosowane do pracy z takimi dziećmi i przeszkoleni ludzie. M. jest takim aniołkiem, że po prostu nie da się go nie lubić. Pragnę, żeby wyzdrowiał i wczoraj poczułam żal, że tak ciężko mu się odnaleźć w społeczeństwie z powodu choroby. To naprawdę tragedia dla rodzica. Ale wtedy moja przyjaciółka powiedziała mi coś co otworzyło mi trochę oczy - że gdybym sama miała autystyczne dziecko, byłabym tak samo zdeterminowana jak rodzice M. Uświadomiło mi to, że faktycznie - gdy przytrafia nam się w życiu jakaś przeszkoda to naprawdę nie ma sensu się na niej skupiać. Nie wolno marnować sił na zamartwianie się - w ciężkich sytuacjach trzeba je przeznaczyć na walkę. Widzę, ile starań rodzice M. wkładają w to by mógł normalnie funkcjonować i jestem pod dużym wrażeniem. Myślę, że tak samo my, gdy ciężko nam sobie poradzić z czymś, nie powinniśmy zastanawiać się czy sobie poradzimy tylko robić coś co przybliży nas do sukcesu. Nadmierne analizy nigdy nie są dobre - bo zawsze znajdziemy coś niefajnego albo uczepimy się jakiejś niemądrej myśli lub będziemy sie doszukiwać czegoś czym możemy się pomartwić. A to kompletnie bez sensu.
Tak więc czas wziąć się za siebie. Nikt nie daje nam rzeczy, z ktorymi byśmy sobie nie poradzili:)

Dbajcie o siebie Czytacze! Niech moc będzie z Wami^^

A na koniec obrazek, który dostałam wczoraj od koleżanki. Przy moim uwielbieniu dla kotów, całkiem nieźle do mnie pasuje xD



Trzymajcie się!