Dziś chciałam do bloga powrócić, to chyba dobry moment.
Ups, zeszlam chyba z tematu posta.
Tytuł dzisiejszego wpisu - dlaczego akurat taki? Zaraz się dowiecie.
Pod koniec tamtego roku szkolnego byłam wolontariuszką- odwiedziałam z moją przyjaciółką chłopca (M.) chorego na autyzm. Bawiłyśmy się z nim, robilysmy różne rzeczy - głównie chodziło o to, by nauczył się kontaktu z innymi ludźmi, żeby było mu się łatwiej komunikować. Wczoraj poszłam zobaczyć jak wyglądają zajęcia z tym chłopcem już w specjalnym ośrodku, gdzie są sprzęty przystosowane do pracy z takimi dziećmi i przeszkoleni ludzie. M. jest takim aniołkiem, że po prostu nie da się go nie lubić. Pragnę, żeby wyzdrowiał i wczoraj poczułam żal, że tak ciężko mu się odnaleźć w społeczeństwie z powodu choroby. To naprawdę tragedia dla rodzica. Ale wtedy moja przyjaciółka powiedziała mi coś co otworzyło mi trochę oczy - że gdybym sama miała autystyczne dziecko, byłabym tak samo zdeterminowana jak rodzice M. Uświadomiło mi to, że faktycznie - gdy przytrafia nam się w życiu jakaś przeszkoda to naprawdę nie ma sensu się na niej skupiać. Nie wolno marnować sił na zamartwianie się - w ciężkich sytuacjach trzeba je przeznaczyć na walkę. Widzę, ile starań rodzice M. wkładają w to by mógł normalnie funkcjonować i jestem pod dużym wrażeniem. Myślę, że tak samo my, gdy ciężko nam sobie poradzić z czymś, nie powinniśmy zastanawiać się czy sobie poradzimy tylko robić coś co przybliży nas do sukcesu. Nadmierne analizy nigdy nie są dobre - bo zawsze znajdziemy coś niefajnego albo uczepimy się jakiejś niemądrej myśli lub będziemy sie doszukiwać czegoś czym możemy się pomartwić. A to kompletnie bez sensu.
Tak więc czas wziąć się za siebie. Nikt nie daje nam rzeczy, z ktorymi byśmy sobie nie poradzili:)
Dbajcie o siebie Czytacze! Niech moc będzie z Wami^^
A na koniec obrazek, który dostałam wczoraj od koleżanki. Przy moim uwielbieniu dla kotów, całkiem nieźle do mnie pasuje xD
Trzymajcie się!
