czwartek, 19 listopada 2015

Czas na rozliczenie się ze sobą

Witajcie! Po dłuższej przerwie znowu, ale przez ten czas nie widziałam sensu w pisaniu.

Dziś chciałam do bloga powrócić, to chyba dobry moment.

Ostatnio strasznie wszystko mnie przytłaczało i chyba przez kilka niedawnych tygodni byłam dość nieznośna i niemożliwa w pożyciu, a mimo to wciąż mam wokół osoby, które zawsze są dla mnie życzliwe i mnie wspierają. Bardzo im dziękuję, mam niesamowite szczęście, że oni są obok. Mam wspaniałą rodzinę i wspaniałych przyjaciół - wy, drodzy Czytacze, też macie takie osoby wokół siebie i chciałam powiedzieć Wam, żebyście nie zapominali ich doceniać. Pamiętajcie też, żeby im to okazywali. Widzicie, ostatnio chodziłam dość rozdrażniona i smutna, nie umiałam sobie ze sobą poradzić i tym bardziej osoby wokół mnie nie wiedziały co mają robić, by mi pomóc. I mimo że doceniam ich bardzo to przez te dni nie umiałam tego okazać, przez co oni też się czuli źle - myśleli, że traktuje ich jako wrogów. Dbajcie o to, by ludzie czuli, co dla Was znaczą, by wiedzieli, że ich potrzebujecie. Warto pielęgnować takie rzeczy - nawet najzwyklejsze malutkie gesty bardzo umacniają więź (ostatnio np. moja przyjaciółka pokroiła mi jabłko z gruszką i przyniosła w miseczce do szkoły - specjalnie dla mnie! to było bardzo kochane).

Ups, zeszlam chyba z tematu posta.

Tytuł dzisiejszego wpisu - dlaczego akurat taki? Zaraz się dowiecie.
Pod koniec tamtego roku szkolnego byłam wolontariuszką- odwiedziałam z moją przyjaciółką chłopca (M.) chorego na autyzm. Bawiłyśmy się z nim, robilysmy różne rzeczy - głównie chodziło o to, by nauczył się kontaktu z innymi ludźmi, żeby było mu się łatwiej komunikować. Wczoraj poszłam zobaczyć jak wyglądają zajęcia z tym chłopcem już w specjalnym ośrodku, gdzie są sprzęty przystosowane do pracy z takimi dziećmi i przeszkoleni ludzie. M. jest takim aniołkiem, że po prostu nie da się go nie lubić. Pragnę, żeby wyzdrowiał i wczoraj poczułam żal, że tak ciężko mu się odnaleźć w społeczeństwie z powodu choroby. To naprawdę tragedia dla rodzica. Ale wtedy moja przyjaciółka powiedziała mi coś co otworzyło mi trochę oczy - że gdybym sama miała autystyczne dziecko, byłabym tak samo zdeterminowana jak rodzice M. Uświadomiło mi to, że faktycznie - gdy przytrafia nam się w życiu jakaś przeszkoda to naprawdę nie ma sensu się na niej skupiać. Nie wolno marnować sił na zamartwianie się - w ciężkich sytuacjach trzeba je przeznaczyć na walkę. Widzę, ile starań rodzice M. wkładają w to by mógł normalnie funkcjonować i jestem pod dużym wrażeniem. Myślę, że tak samo my, gdy ciężko nam sobie poradzić z czymś, nie powinniśmy zastanawiać się czy sobie poradzimy tylko robić coś co przybliży nas do sukcesu. Nadmierne analizy nigdy nie są dobre - bo zawsze znajdziemy coś niefajnego albo uczepimy się jakiejś niemądrej myśli lub będziemy sie doszukiwać czegoś czym możemy się pomartwić. A to kompletnie bez sensu.
Tak więc czas wziąć się za siebie. Nikt nie daje nam rzeczy, z ktorymi byśmy sobie nie poradzili:)

Dbajcie o siebie Czytacze! Niech moc będzie z Wami^^

A na koniec obrazek, który dostałam wczoraj od koleżanki. Przy moim uwielbieniu dla kotów, całkiem nieźle do mnie pasuje xD



Trzymajcie się!


wtorek, 20 października 2015

Jesienne smuteczki i o tym jak sami odbieramy sobie szanse

Witajcie, Czytacze!

Za oknem szaro, zimno i pada deszcz, słońca coraz mniej... jak zachować radość i energię?
Szczerze: nie wiem. Dziś - przyznaję się bez bicia - też mnie dopadło; traciłam przez kilka dni motywację na... cokolwiek konstruktywniejszego aż dziś totalnie mi się odechciało . Znacie ten stan, kiedy człowiekowi najwygodniej jest zostać w swoim bezpiecznym domku, kiedy ludzie na ulicy wydają się straszni,a dźwięki za głośne?
Próbowałam zbierać liście - jesień mimo chłodu i szarości nieba, w liściach jest wciąż dość kolorowa, ale to nie poprawiło mi humoru.
Jejku.

Więc przyszłam tutaj. Już jestem mniej zdołowana niż wcześniej, ale ten blog, mimo że może nie jest czytany, to mi osobiście pomaga poukładać sobie pewne sprawy i przywrócić pozytywne myślenie. Takie rozliczenie się z tym co mi chodzi po głowie - słowa napisane, a myśli zupełnie inaczej się widzi. Pisząc coś, strasznie męczę klawisz "backspace", bo piszę wszystko co mam w głowie i dopiero później to weryfikuje. To bardzo uzdrawiające, polecam wszystkim, którzy są podobnie chaotyczni jak ja^^

Trzeba sobie jakoś samemu radzić z sobą. Nie możemy dać sobie wejść na głowę tej ponurej części nas (kojarzycie "Inside Out" - "W głowie się nie mieści"?  - chodzi mi o tą niebieską;D ). Tak naprawdę, to my sami możemy najlepiej sobie pomóc - nawet nasi przyjaciele nas tak dobrze nie znają i nie będą wiedzieć, co nam najbardziej poprawi humor. My wiemy - jeśli uszczęśliwia Cię czytanie, to kiedy łapiesz doła po prostu czytaj. Jeśli potrzebujesz przyjaciół na otarcie łez - powiedz im wprost czego od nich oczekujesz - nie każdy wie, jak się zachować. Zresztą, każdemu pomaga co innego - jeden woli jak się go rozśmieszy, inny chce być wysłuchany a jeszcze inny potrzebuje się przytulić i wypłakać.

Zdaje mi się, że jest naprawdę wiele osób, które wie czego chce, a nie umie o to poprosić. Poproszenie, o to co chcemy uzyskać, często uznajemy za jakąś niegrzeczność, robienie problemu czy zwyczajnie wciąż szukamy wymówek, bo się boimy - dlaczego?  Przecież najwyżej nam odmówią, nikt nas nie zje, a przynajmniej spróbujemy.

Termin zgłoszeń był do wczoraj, a Ty się spóźniłeś? Zależy Ci na tych zajęciach? Dlaczego więc nie napiszesz do organizatorów, czy nie byłoby możliwości żebyś zgłosił się dzień po? Dlaczego od razu skazujemy się na niepowodzenie, dlaczego nawet nie próbujemy?
Czasem też mi się tak zdarza - zamiast poprosić czy dopytać wolę się zadowolić tym co mam, nie sprawdzając nawet czy nie mogłabym uzyskać więcej. Chodzi o proste wykorzystywanie wszystkich szans, które są nam dane. Głupio jest samemu pozbawiać się możliwości.
Dodatkowo mówienie wprost czego oczekujemy, naprawdę ułatwia życie. Sztandarowy przykład i bardzo oklepany: chłopak i dziewczyna, oboje zakochani, żadne nie powie, co tak naprawdę czuje i tak się przegapiają. Takich przykładów, gdy ze strachu odbieramy sobie fajne okazje jest mnóstwo.

Trzeba nauczyć się wytrwałości. Ciągle się tego uczę, ale widzę ile dzięki zmianie podejścia otworzyłam sobie drzwi. Serdecznie zachęcam do przełamania się^^

Trochę rozmył mi się temat, ale trudno. Ściskam Was, Czytacze, pijcie ciepłą herbatkę, grzejcie się pod kocykiem i bywajcie zdrowi!
Pozdrawiam jesiennie;)


A to tak na koniec, na przypomnienie lata i słońca:


poniedziałek, 12 października 2015

Zdobywamy Rysy!

Och, jak dawno nie pisałam!
Rozszerzenie w pewnych momentach daje popalić, wymieszane z obowiązkami i próbami posiadania życia prywatnego tak to się kończy - brakiem czasu na napisanie posta;P

Ale naskrobię dziś zaległego, a jutro kolejnego - kilka nowych rzeczy w moim życiu się wydarzyło.
Teraz mam też chwilkę do odsapnięcia, bo do środy mam wolne od szkoły!^^ Oj, uwielbiam taki dni, gdy mogę sobie pozałatwiać wszystko, posprzątać i siąść sobie na spokojnie później, a nie do lekcji.

Ale, ale...! Czas przejść do tematu posta!
Mianowicie: zdobyłam Rysy! Dokładnie w zeszłą sobotę(trzeciego października) wdrapałam się od strony słowackiej z Tatą, jego znajomą i moim bratem na ten najwyższy szczyt Polski.
Lubię jeździć w góry, a ten wyjazd był dla mnie szczególny - jest to mój wyczyn na naramiennik wędrowniczy(upraszczając: pewne "oznaczenie" harcerskie). Nie powiem - nie było łatwo. Trasa długa - około jedenastu godzin na szlaku(wejść i zejść, z odpoczynkiem oczywiście). I bardzo dużo ludzi, czasem autentycznie robiły się korki przy miejscach trudniejszych do przejścia. Ale wiecie co? Mimo wszystko warto. I dla świadomości, że to najwyższy szczyt Polski i dla satysfakcji z siebie i dla zniewalających widoków. Przedstawiam kilka:





(Ostatnie zdjęcie to toaleta przy schronisku pod Rysami po słowackiej stronie;))

W górach naprawdę można odpocząć. Odetchnąć, uspokoić się. Paść na trawę, gdy nogi odmawiają posłuszeństwa i jest się okropnie padniętym, a później leżeć tak w stanie totalnej błogości. Widzieć piękno natury, zachwycać się nim, ale czuć respekt przed wielkimi masami skał. Coś jest w tych górach magicznego.
Niektórzy nie zrozumieją tego fenomenu łażenia po górach - a niektórzy szukają tej wolności, bezkresności...a w zasadzie to może i trudno nazwać czego. Bo każdy czeka na coś innego.

Pozdrawiam Was cieplutko, na przekór pogodzie!
Aleksandra

czwartek, 24 września 2015

"Dorastając równocześnie dziecinniejemy", wiesz?

Witajcie Czytacze!
Zaczynam zyskiwać troszkę więcej czasu, więc czasem spędzam chwilki na kompletnej bezproduktywności.Nie wiecie nawet jak tego potrzebowałam! Stres wykończy każdego, jeśli nie będzie mieć odskoczni. I wsparcie, naprawdę, ludzie wokół mogą nam dać wielkiego kopa. Ostatnio miałam dużo spraw do załatwiania i bez rodziców czy przyjaciół zdechłabym. I tak tego nie przeczytają, ale jestem im serio bardzo wdzięczna.
W każdym razie, dziś naszła mnie myśl, że mimo biegu lat czuję sie jeszcze naprawdę dzieckiem. To znaczy, oczywiście widzę różnice pomiędzy tym jaka byłam w szkole podstawowej a jaka jestem teraz - nie jestem już tak infantylna, naiwna czy głupia jak kiedyś. Widzę teraz jednak jak zmieniło mi się myślenie- gdy byłam w gimnazjum spodziewałam sie,że mając 17 lat będę już naprawdę dorosła. Dotarłam teraz do tego wieku... I nic. Nie czuję sie gotowa na żadne rzeczy, na które, o ironio, byłam gotowa wcześniej. Nie boli mnie to ani nie smuci - to po prostu taka przewrotność życia. Wydaje mi się, że dopiero teraz poznaję siebie. Sprawdziłam się w różnych sytuacjach, co nie zawsze było dobre i mam tego świadomość, szczególnie że pewne rzeczy chciałabym zmienić czy zmienić ich czas. Ale dopiero teraz widzę, na co jeszcze chciałabym poczekać. Trochę to zabawne, bo w gimnazjum byłam gotowa stwierdzić za kogo wyjdę i z kim będę mieć dzieci(ah, ta dojrzałość gimbusa...) a teraz nie mogę sobie siebie nawet w takiej roli wyobrazić. I to jest dopiero dojrzałość - nie udawanie że jest się dużym w wieku nastu lat, a właśnie świadomość tego jak wiele jeszcze przed nami. Niektórzy ludzie myślą, że dojrzała osoba musi być gotowa na rzeczy poważne - na długotrwałe  związki, na podejmowanie ważnych decyzji, na poradzenie sobie samemu z różnymi problemami. A ja stając sie dojrzałą, właśnie tego sie wyzbyłam. Wiem, ile muszę sie jeszcze nauczyć, wiem też jak ciężko jest brać za siebie odpowiedzialność. Również tym charakteryzuje się dojrzałość według mnie - tym, że wiemy na co możemy sobie pozwolić, co będzie dla nas dobre, a na co lepiej poczekać. Nie wiem, ile jeszcze mi się zmieni. Na ile rzeczy znów nie stanę sie gotowa, mimo że już byłam. Ale poznaje wreszcie swoje granice. Kiedyś będę mogła być w pełni dojrzała. Kiedyś.
Śpijcie dobrze, Czytacze!

środa, 16 września 2015

Po dłuuugiej nieobecności powracam^^

Dawno mnie tu nie było, aż wstyd mi trochę, bo znów wychodzi mój słomiany zapał. Obiecuję jednak, że  się poprawię!
(Nie żeby ktokolwiek to czytał i mu brakowało tego bloga, ale z założenia to miało być dla mnie więc dla siebie samej zaczynę wstawiać posty regularniej)

Z czego to wynika? Wakacje dobiegły końca a wszyscy uczniowie świata (ci niedorośli, bo te studenty to mają dobrze, jeszcze dwa tygodnie wolnego!) znów przywykli do dźwięku dzwonka szkolnego(cudownego, gdy lekcje się kończą i przykrego, gdy trzeba je zacząć). Ja osobiście rozpoczęłam naukę w drugiej klasie liceum o rozszerzeniu biolchem^^ Był to strzał w dziesiątkę, trafiłam na wspaniałe nauczycielki i naprawdę mi dobrze na tym profilu. Choć nie powiem, przeskok z jednej biologii i jednej chemii tygodniowo na sześć chemii i sześć biologii był na początku dość...przerażający.
Poza tym zaczął się nowy rok harcerski, co też przyniosło mi trochę roboty. Aktualnie oczekuję października, gdy wszystkie ważne sprawy sie wydarzą a ja wreszcie znajde czas na ponudzenie się ;P



Miałam napisać coś konstruktywnego, ale przemyślenia nagle mi pouciekały. Uznam to za post - ściereczkę do kurzu, jaki tu zaległ gdy nie mogłam znaleźć chwili na pisanie. Następnym razem, Drodzy Nieistniejący Jeszcze Moi Czytacze stworzę coś sensownego^^

Tymczasem pozdrawiam
Alekei

wtorek, 25 sierpnia 2015

Szabla w dłoń i czas stawić czoła wyzwaniom!

Witajcie!
Po dłuższej przerwie przybywam, żeby naskrobać coś w miarę sensownego. Nie pisałam jakiś czas, bo miałam kilka wyjazdów, które wymagały dużego zaangażowania i skupienia, a poza tym chyba miałam za wiele pomysłów na temat, co ostatecznie skończyło się brakiem jakiejkolwiek koncepcji.No nic.
Dziś, może bardziej w ramach odstresowania samej siebie (jutro też wyjeżdżam, a wracam dopiero na dzień przed rozpoczęciem roku i nie powiem, obawiam się tego) napiszę troszkę o motywacji, a raczej o podejściu ludzkim do wyzwań.
Zacznijmy od tego, że ja osobiście raczej negatywnie podchodzę do wyzwań. Najpierw decyduję się, że coś zrobię, a później przed tym aż wykonam pierwszy krok bardzo się boję i już nie chce. Podejście głupie i bezsensu, bo miliony razy czegoś nie chciałam, mimo to to robiłam i okazywało się,że było świetnie.
Każdy z nas musi czasem zmierzyć się z czymś nowym i niesprawdzonym. Jeśli boimy się zmian i nowych rzeczy to bardzo utrudnia sprawę... I chodzi głównie o to, że zamiast cieszyć się swoim czasem przed rozpoczęciem danego wyzwania my zamartwiamy się o przyszłość. A wiecie co? Pewien smok poradził kiedyś swemu towarzyszowi:
"W żaden sposób nie możesz wpłynąć na swój stan, a rozmyślania tylko pogarszają sprawę. Żyj chwilą obecną, wspominaj przeszłość i nie lękaj się przyszłości, ta bowiem jeszcze nie istnieje i nigdy nie będzie istnieć. Jest tylko teraz" ("Najstarszy" Christopher Paolini)
I oczywiście nie chodzi tu o zapomnienie o tym, że nasze czyny mają swoje konsekwencje, nie chodzi tu o życie jakby nie było jutra. Tylko, jak to ktoś mądry kiedyś powiedział: dziś to jutro, o które martwiliśmy się wczoraj;>
Nie bójmy się życia i tego co nadejdzie, bo na pewne rzeczy nie mamy wpływu. A wszystko może być początkiem czegoś pięknego.

Pozdrawiam, czytacze!
Już mi lepiej^^

A to piosenka, która zawsze mnie motywuje, może i komuś z Was pomoże:



sobota, 18 lipca 2015

O tym jak życzliwość niedużo kosztuje, a wiele daje

Witajcie, czytacze!
Niedawno jechałam pociągiem (około 8 godzin podróży) i dostrzegłam jak drobne życzliwości potrafią umilić życie. Oczywiście, widziałam to już wcześniej - w ogóle jestem osobą, która zwraca uwagę na szczegóły i niuanse; drobne gesty mają dla mnie duże znaczenie. Lubię, gdy ludzie nie boją się używać słów "przepraszam" czy "dziękuję" lub gdy wstają, witając się ze mną na przykład poprzez podanie ręki.
W moim przedziale podróżowała rodzinka - rodzice i dwójka dzieci (malutka dziewczynka, która już chodziła i próbowała mówić i pięciomiesięczny chłopiec). Mieli bardzo dużo bagaży:walizki, dwa wózki, jakieś siatki, plecak, nosidełko i... *werble* fotelik samochodowy dla dziecka (zaskoczyło mnie to, nie powiem, nie wiem jak oni się z tym wszystkim załadowali O.o). Gdy wysiadali, zaproponowałam im pomoc- sądzę, że z tyloma tobołkami i jeszcze dwójką maluchów nie byłoby łatwe. Ujęło mnie to, że od razu jakaś pani również zaproponowała pomoc. Pan z przedziału pomógł im to wszystko poprzenosić do wyjścia, a ja z panią wykaraskać im się z tym na peron. To naprawdę było zwykłe, ale dało mi mnóstwo satysfakcji- obcy sobie ludzie, ale mimo to współpracujemy i pomagamy sobie. Przy wyjściu rodzinka pożegnała się i życzyła nam miłej i bezpiecznej podroży. Można? Można:)
Ruszyła mnie za to sytuacja również związana z wakacyjnym podróżowaniem, tym razem jednak zostawiająca niesmak. Pewien mężczyzna szedł, pchając przed sobą szeroki wózek ( w tym samym czasie ja i mój brat czekamy na chodniku na odbiór nas z peronu). Mężczyzna przystanął, po czym powiedział, a raczej wypluł z siebie takie oto słowa: "Przesuń tą walizkę, nie ma miejsca". Posłusznie przesunęliśmy się na bok, ale we mnie już się coś gotowało - czy to naprawdę boli, powiedzieć "czy mógłbyś" zamiast "zrób"? Pomijając już fakt, że z obcym panem z ulicy nie jestem raczej na "ty", ale to już pewnie wynikało z różnicy wieku.
Przytoczę słowa Rafała Kosika: "Nie jesteśmy stworzeni do życia w samotności. to inni luzie czynią nasze życie pełnym". Mam wrażenie, że czasem o tym zapominamy. Albo boimy się okazać sobie wzajemnie szacunek czy wrażliwość na drugą osobę - jakby to była oznaka słabości.
Na szczęście, spotykam wiele osób, które udowadniają mi, że życzliwość jest ciągle żywa w naszym społeczeństwie. I oby takich ludzi było tylko więcej!
Miłego, czytacze!;)

niedziela, 12 lipca 2015

Zaraz wracam czyli moje sposoby na odpoczynek od stresującego świata

Witajcie czytacze! Dziś trochę moich przemyśleń i doświadczeń odnośnie cudownego zjawiska jakim jest odpoczynek:)
Zacznijmy od tego co rozumiem poprzez słowo "odpoczynek". Dużej ilości osób pojęcie to kojarzy się tylko ze snem czy z nic-nie-robieniem po aktywności fizycznej. Odpoczynek fizyczny jest ważny,to jasne (no bo co możemy zdziałać nie mając na nic siły ?), ale często zapominamy o odpoczynku dla swojej głowy. Chodzimy zestresowani, nie możemy sie skupić, ciągle podąża za nami duch tego co musimy zrobić na przyszły tydzień i olaboga!tyle spraw do załatwiania... I nic nie przynosi nam czystej satysfakcji. Niebezpieczny to stan i bardzo zniechęcający do życia, więc trzeba dbać i o swoje zdrowie psychiczne.
I tu właśnie przychodzą nam z pomocą chociażby nasze pasje. Smutni są ludzie, którzy nie mają zainteresowań a ich życie ogranicza sie tylko do obowiązków (szkoła, praca) i domu. Moje dwie główne pasje to harcerstwo i fantastyka( w czym zamykają sie filmy, książki no i ukochane gry planszowe). Człowiek naprawdę czasem potrzebuje odciąć sie od codzienności, odizolować, żeby później móc wrócić z nową energią.
Harcerstwo to super sprawa jeśli ma się chęci i trochę czasu. Daje nam możliwość spotkania wspaniałych ludzi i wielu cudownych wspomnień. Poza tym gdy wykończeni codziennymi problemami wyruszamy na długą wędrówkę czy siadamy przy ognisku to to naprawdę oczyszcza nasz umysł. W nocy, przy śpiewie z gitarą, w kręgu bliskich sobie osób i ogniem rozpraszającym mrok nocy nie czujemy się tak przytłoczeni problemami. To przynosi pocieszenie i daje siłę, by nie bać się tego, że sobie z czymś nie poradzimy.
Trochę w inny sposób działa fantastyka, a na myśli mam w tym przypadku głównie książki i gry planszowe. Wcielamy się w waleczne postacie i walczymy z przerażającymi bestiami. Ratujemy świat przed zarazą. Jesteśmy ostatnią nadzieją ludzkości po apokalipsie.Przeżywamy przygody, rozwiązujemy zagadki, odkrywamy nowe rzeczy. I nagle nasza sprzeczka ze znajomym niknie i maleje...no kurczę, pokonaliśmy bestię zagrażającą całemu światu to z tym sobie nie damy rady?^^
Można na różne sposoby dbać o swoje zdrowie psychiczne. Wystarczy po prostu pamiętać, że posiadamy coś takiego i nie traktować rozrywki jako straty czasu- zestresowany, wykończony i zniechęcony człowiek za dużo nie zdziała. Każdy ma prawo odmożdżyć się przed kreskowką czy porobić inne, może niepożyteczne ale przyjemne rzeczy.Raz na jakiś czas.
Odpoczywajcie więc!
Pozdrawiam wakacyjnie^^

sobota, 4 lipca 2015


Witajcie, przyszli czytacze!

Miło mi Was powitać na moim blogu:) Najchętniej ominęłabym te pierwsze zdania, zawsze wydają mi się najtrudniejsze do ułożenia. Choć tak jak i ze wszystkim - najciężej zazwyczaj zacząć.

To może po krótce o mnie i powodach założenia bloga.
Imię, nadane mi przez rodziców, brzmi Aleksandra, choć osobiście wolę nazywać się Aleksandrą Anastazją. Mam 17 lat, jestem harcerką, lubię grać w gry planszowe, czytać książki,a  czasem pobawić się rękodziełem. Uwielbiam filmy animowane. Staram się ciągle gdzieś działać i próbować nowych rzeczy(choć czasem robię to z lekkim przestrachem). Nie umiem się przedstawiać, więc pewnie i tak wszystko zdradzi sposób w jaki piszę i to o czym piszę;)
Jest to moje kolejne podejście - próbowałam kiedyś prowadzić bloga, ale ostatecznie usunęłam po bardzo niedługim czasie. Teraz nie będę próbować. Teraz po prostu zrobię to, co zamierzam^^
Trudno mi określić tematykę tego bloga. Chciałabym po prostu dzielić się tu moimi przemyśleniami, czy spostrzeżeniami. Chciałabym dzięki niemu również i siebie poznać lepiej- inaczej wszystko wygląda w głowie, a inaczej podsumowane i zapisane. Mam nadzieję, że z ten blog stanie się fajnym miejscem. Postaram się o to.

A tymczasem dochodzę do końca pierwszego posta (postu? jak to się odmienia?).
Pozdrawiam letnio, do napisania!:)