wtorek, 20 października 2015

Jesienne smuteczki i o tym jak sami odbieramy sobie szanse

Witajcie, Czytacze!

Za oknem szaro, zimno i pada deszcz, słońca coraz mniej... jak zachować radość i energię?
Szczerze: nie wiem. Dziś - przyznaję się bez bicia - też mnie dopadło; traciłam przez kilka dni motywację na... cokolwiek konstruktywniejszego aż dziś totalnie mi się odechciało . Znacie ten stan, kiedy człowiekowi najwygodniej jest zostać w swoim bezpiecznym domku, kiedy ludzie na ulicy wydają się straszni,a dźwięki za głośne?
Próbowałam zbierać liście - jesień mimo chłodu i szarości nieba, w liściach jest wciąż dość kolorowa, ale to nie poprawiło mi humoru.
Jejku.

Więc przyszłam tutaj. Już jestem mniej zdołowana niż wcześniej, ale ten blog, mimo że może nie jest czytany, to mi osobiście pomaga poukładać sobie pewne sprawy i przywrócić pozytywne myślenie. Takie rozliczenie się z tym co mi chodzi po głowie - słowa napisane, a myśli zupełnie inaczej się widzi. Pisząc coś, strasznie męczę klawisz "backspace", bo piszę wszystko co mam w głowie i dopiero później to weryfikuje. To bardzo uzdrawiające, polecam wszystkim, którzy są podobnie chaotyczni jak ja^^

Trzeba sobie jakoś samemu radzić z sobą. Nie możemy dać sobie wejść na głowę tej ponurej części nas (kojarzycie "Inside Out" - "W głowie się nie mieści"?  - chodzi mi o tą niebieską;D ). Tak naprawdę, to my sami możemy najlepiej sobie pomóc - nawet nasi przyjaciele nas tak dobrze nie znają i nie będą wiedzieć, co nam najbardziej poprawi humor. My wiemy - jeśli uszczęśliwia Cię czytanie, to kiedy łapiesz doła po prostu czytaj. Jeśli potrzebujesz przyjaciół na otarcie łez - powiedz im wprost czego od nich oczekujesz - nie każdy wie, jak się zachować. Zresztą, każdemu pomaga co innego - jeden woli jak się go rozśmieszy, inny chce być wysłuchany a jeszcze inny potrzebuje się przytulić i wypłakać.

Zdaje mi się, że jest naprawdę wiele osób, które wie czego chce, a nie umie o to poprosić. Poproszenie, o to co chcemy uzyskać, często uznajemy za jakąś niegrzeczność, robienie problemu czy zwyczajnie wciąż szukamy wymówek, bo się boimy - dlaczego?  Przecież najwyżej nam odmówią, nikt nas nie zje, a przynajmniej spróbujemy.

Termin zgłoszeń był do wczoraj, a Ty się spóźniłeś? Zależy Ci na tych zajęciach? Dlaczego więc nie napiszesz do organizatorów, czy nie byłoby możliwości żebyś zgłosił się dzień po? Dlaczego od razu skazujemy się na niepowodzenie, dlaczego nawet nie próbujemy?
Czasem też mi się tak zdarza - zamiast poprosić czy dopytać wolę się zadowolić tym co mam, nie sprawdzając nawet czy nie mogłabym uzyskać więcej. Chodzi o proste wykorzystywanie wszystkich szans, które są nam dane. Głupio jest samemu pozbawiać się możliwości.
Dodatkowo mówienie wprost czego oczekujemy, naprawdę ułatwia życie. Sztandarowy przykład i bardzo oklepany: chłopak i dziewczyna, oboje zakochani, żadne nie powie, co tak naprawdę czuje i tak się przegapiają. Takich przykładów, gdy ze strachu odbieramy sobie fajne okazje jest mnóstwo.

Trzeba nauczyć się wytrwałości. Ciągle się tego uczę, ale widzę ile dzięki zmianie podejścia otworzyłam sobie drzwi. Serdecznie zachęcam do przełamania się^^

Trochę rozmył mi się temat, ale trudno. Ściskam Was, Czytacze, pijcie ciepłą herbatkę, grzejcie się pod kocykiem i bywajcie zdrowi!
Pozdrawiam jesiennie;)


A to tak na koniec, na przypomnienie lata i słońca:


poniedziałek, 12 października 2015

Zdobywamy Rysy!

Och, jak dawno nie pisałam!
Rozszerzenie w pewnych momentach daje popalić, wymieszane z obowiązkami i próbami posiadania życia prywatnego tak to się kończy - brakiem czasu na napisanie posta;P

Ale naskrobię dziś zaległego, a jutro kolejnego - kilka nowych rzeczy w moim życiu się wydarzyło.
Teraz mam też chwilkę do odsapnięcia, bo do środy mam wolne od szkoły!^^ Oj, uwielbiam taki dni, gdy mogę sobie pozałatwiać wszystko, posprzątać i siąść sobie na spokojnie później, a nie do lekcji.

Ale, ale...! Czas przejść do tematu posta!
Mianowicie: zdobyłam Rysy! Dokładnie w zeszłą sobotę(trzeciego października) wdrapałam się od strony słowackiej z Tatą, jego znajomą i moim bratem na ten najwyższy szczyt Polski.
Lubię jeździć w góry, a ten wyjazd był dla mnie szczególny - jest to mój wyczyn na naramiennik wędrowniczy(upraszczając: pewne "oznaczenie" harcerskie). Nie powiem - nie było łatwo. Trasa długa - około jedenastu godzin na szlaku(wejść i zejść, z odpoczynkiem oczywiście). I bardzo dużo ludzi, czasem autentycznie robiły się korki przy miejscach trudniejszych do przejścia. Ale wiecie co? Mimo wszystko warto. I dla świadomości, że to najwyższy szczyt Polski i dla satysfakcji z siebie i dla zniewalających widoków. Przedstawiam kilka:





(Ostatnie zdjęcie to toaleta przy schronisku pod Rysami po słowackiej stronie;))

W górach naprawdę można odpocząć. Odetchnąć, uspokoić się. Paść na trawę, gdy nogi odmawiają posłuszeństwa i jest się okropnie padniętym, a później leżeć tak w stanie totalnej błogości. Widzieć piękno natury, zachwycać się nim, ale czuć respekt przed wielkimi masami skał. Coś jest w tych górach magicznego.
Niektórzy nie zrozumieją tego fenomenu łażenia po górach - a niektórzy szukają tej wolności, bezkresności...a w zasadzie to może i trudno nazwać czego. Bo każdy czeka na coś innego.

Pozdrawiam Was cieplutko, na przekór pogodzie!
Aleksandra