Dziś mamy już 11 dzień marca, za chwilkę 12. Od momentu kiedy założyłam bloga upłynęło już trochę czasu. Nie wrzuciłam tu za dużo postów, ale nie uznaję tego za nic złego. Wolę to niż pisanie na siłę.
Kilka moich przemysleń do tej pory:
1.Zdziwiło mnie jak trudno coś pisać w Internecie, publicznie, mimo że nas nawet nikt stale nie czyta. Boję się oceny ludzi, nawet obcych, a może przede wszystkim obcych. Poza tym zdarzało mi się chcieć o czymś napisać - tyle, że często było to w chwilach załamek i dołków. Nie chodzi o to, że jestem na tym blogu nieszczera, ale naprawdę nie chciałam wywlekać takich rzeczy za bardzo na wierzch.
2. Mimo wszystko blog baaaardzo pomagał mi czasem w układaniu swoich myśli. Spojrzenia na pewne rzeczy obiektywniej, z dystansu. To naprawdę bardzo wartościowe.
3. Zmusił mnie również do pewnego rodzaju systematyczności- a może inaczej- wytrwaniu w swoim postanowieniu dłużej. Zawsze miałam problem z robieniem czegoś systematycznie (rzeczy, które wymagały wysiłku oczywiście). Już dawno powinnam się nauczyć, że to źle, ale ja stale popełniłam ten sam błąd. Trochę za dużo sobie czasem odpuszczam.
A teraz tak po krótce o tym co się u mnie ostatnio działo:
Skończyłam osiemnaście lat pod koniec lutego. Obawiałam się tych urodzin a były naprawdę super. Poczułam się bardzo kochana przez bliskich. Ze 3 razy się popłakałam. Niby to tylko papierek i cyferki, ale to jednak ważne dla ludzi. Różne symbole czy święta. Nie czuję się inna niż wcześniej i nawet się tego nie spodziewałam, ale wreszcie muszę nauczyć się brania pełnej odpowiedzialności za swoje czyny. Niedługo też wezmę się za prawo jazdy.
A tak życie toczy się powoli, albo bardzo szybko biorąc pod uwagę multum rzeczy do zrobienia. Czasami sobie myślę, że już nigdy nie uda mi się w życiu zaznać nudy. Gdyby teraz odebrano mi te obowiązki, które nakłada na mnie harcerstwo na przykład (żeby nie było, bardzo sobie cenię te obowiązki) to chyba bym ześwirowała z taką ilością wolnego czasu i bezczynnością.
A teraz kończę już, bo robi się późno. Dobrej nocy, Czytacze.
Mogę, więc piszę czyli to co z myśli da się uformować
piątek, 11 marca 2016
czwartek, 14 stycznia 2016
I nastał kolejny rok...
Pierwszy post w tym roku, co prawda nie tak świeżo po sylwestrze, ale to nic^^
Zaglądałam tu rzadko ostatnimi czasy, ale w trakcie podjęłam kilka istotniejszych decyzji w moim życiu. O wiele łatwiej mi się motywować, kiedy tak umownie zamykam i otwieram nowy okres - no a Nowy Rok jest dość charakterystyczny. Ten będzie dla mnie jeszcze bardziej nowy niż zazwyczaj. Następują zmiany, których zawsze się bałam, ale tym razem udało mi się zdobyć się na podjęcie kilku decyzji. Oczyszczę swoją głowę z głupich problemów i zrobię miejsce na dużo nowych fajnych rzeczy.
Poza tym właśnie w 2016r. będę prawnie wchodziła w pełnoletność- co mnie lekko przytłacza, choć wiem, że jeden dzień mnie przecież nie odmieni.
Tak czy inaczej, po nie za dobrej końcówce roku uprzedniego, zaczął się nowy i obiecałam sobie, że będę mieć w sobie więcej odwagi. Do życia ogólnie. Kurczę, można tyle zrobić, jest tyle możliwości, jest tyle opcji, a człowiekowi bardzo łatwo przychodzi wybranie czegoś prostszego.
Ja będę odważna. Przez kilka ostatnich tygodni najchętniej upodobniłabym się do chomika, któremu najlepiej jest zasnąć w ściółce. A widzę, że to nie tędy droga. Ostatnio podsłuchałam przy szkolnej szafce taką oto rozmowę:
-O, żyjesz. Myślałam, że umarłaś, bo wciąż mówisz, że umierasz.
-I to właśnie najbardziej boli. Bo ciągle umieram a ciągle żyje.
...
Tak. Metafizyczność, głębia i te sprawy.
Smutne to, że ludzie mają po naście lat i "umierają" dzień w dzień. Myślę, że bolesne jest przejście z naiwnego dzieciątka w człowieka, od którego sie wymaga i który obserwuje brutalność świata, ale mimo wszystko to my wpływamy też na kształt świata.
Bałam się, że im będę starsza tym bardziej stracę beztroskę i wiarę w ludzi. Trochę tak się stało, ale wszystko jest w naszych głowach, wszystko. Więc to ja decyduję w co wierzę i czy umiem dostrzec dobro wokół. To prosty wybór.
Ja już go dokonałam.^^
Zkończę po prostu piosenką:
Żeby ten rok był rokiem nowych wyzwań i zupełnie nowych wrażeń. Z Nadzieją, życzę Wam wszystkim.
Zaglądałam tu rzadko ostatnimi czasy, ale w trakcie podjęłam kilka istotniejszych decyzji w moim życiu. O wiele łatwiej mi się motywować, kiedy tak umownie zamykam i otwieram nowy okres - no a Nowy Rok jest dość charakterystyczny. Ten będzie dla mnie jeszcze bardziej nowy niż zazwyczaj. Następują zmiany, których zawsze się bałam, ale tym razem udało mi się zdobyć się na podjęcie kilku decyzji. Oczyszczę swoją głowę z głupich problemów i zrobię miejsce na dużo nowych fajnych rzeczy.
Poza tym właśnie w 2016r. będę prawnie wchodziła w pełnoletność- co mnie lekko przytłacza, choć wiem, że jeden dzień mnie przecież nie odmieni.
Tak czy inaczej, po nie za dobrej końcówce roku uprzedniego, zaczął się nowy i obiecałam sobie, że będę mieć w sobie więcej odwagi. Do życia ogólnie. Kurczę, można tyle zrobić, jest tyle możliwości, jest tyle opcji, a człowiekowi bardzo łatwo przychodzi wybranie czegoś prostszego.
Ja będę odważna. Przez kilka ostatnich tygodni najchętniej upodobniłabym się do chomika, któremu najlepiej jest zasnąć w ściółce. A widzę, że to nie tędy droga. Ostatnio podsłuchałam przy szkolnej szafce taką oto rozmowę:
-O, żyjesz. Myślałam, że umarłaś, bo wciąż mówisz, że umierasz.
-I to właśnie najbardziej boli. Bo ciągle umieram a ciągle żyje.
...
Tak. Metafizyczność, głębia i te sprawy.
Smutne to, że ludzie mają po naście lat i "umierają" dzień w dzień. Myślę, że bolesne jest przejście z naiwnego dzieciątka w człowieka, od którego sie wymaga i który obserwuje brutalność świata, ale mimo wszystko to my wpływamy też na kształt świata.
Bałam się, że im będę starsza tym bardziej stracę beztroskę i wiarę w ludzi. Trochę tak się stało, ale wszystko jest w naszych głowach, wszystko. Więc to ja decyduję w co wierzę i czy umiem dostrzec dobro wokół. To prosty wybór.
Ja już go dokonałam.^^
Zkończę po prostu piosenką:
Żeby ten rok był rokiem nowych wyzwań i zupełnie nowych wrażeń. Z Nadzieją, życzę Wam wszystkim.
czwartek, 19 listopada 2015
Czas na rozliczenie się ze sobą
Witajcie! Po dłuższej przerwie znowu, ale przez ten czas nie widziałam sensu w pisaniu.
Dziś chciałam do bloga powrócić, to chyba dobry moment.
Ostatnio strasznie wszystko mnie przytłaczało i chyba przez kilka niedawnych tygodni byłam dość nieznośna i niemożliwa w pożyciu, a mimo to wciąż mam wokół osoby, które zawsze są dla mnie życzliwe i mnie wspierają. Bardzo im dziękuję, mam niesamowite szczęście, że oni są obok. Mam wspaniałą rodzinę i wspaniałych przyjaciół - wy, drodzy Czytacze, też macie takie osoby wokół siebie i chciałam powiedzieć Wam, żebyście nie zapominali ich doceniać. Pamiętajcie też, żeby im to okazywali. Widzicie, ostatnio chodziłam dość rozdrażniona i smutna, nie umiałam sobie ze sobą poradzić i tym bardziej osoby wokół mnie nie wiedziały co mają robić, by mi pomóc. I mimo że doceniam ich bardzo to przez te dni nie umiałam tego okazać, przez co oni też się czuli źle - myśleli, że traktuje ich jako wrogów. Dbajcie o to, by ludzie czuli, co dla Was znaczą, by wiedzieli, że ich potrzebujecie. Warto pielęgnować takie rzeczy - nawet najzwyklejsze malutkie gesty bardzo umacniają więź (ostatnio np. moja przyjaciółka pokroiła mi jabłko z gruszką i przyniosła w miseczce do szkoły - specjalnie dla mnie! to było bardzo kochane).
Ups, zeszlam chyba z tematu posta.
Tytuł dzisiejszego wpisu - dlaczego akurat taki? Zaraz się dowiecie.
Pod koniec tamtego roku szkolnego byłam wolontariuszką- odwiedziałam z moją przyjaciółką chłopca (M.) chorego na autyzm. Bawiłyśmy się z nim, robilysmy różne rzeczy - głównie chodziło o to, by nauczył się kontaktu z innymi ludźmi, żeby było mu się łatwiej komunikować. Wczoraj poszłam zobaczyć jak wyglądają zajęcia z tym chłopcem już w specjalnym ośrodku, gdzie są sprzęty przystosowane do pracy z takimi dziećmi i przeszkoleni ludzie. M. jest takim aniołkiem, że po prostu nie da się go nie lubić. Pragnę, żeby wyzdrowiał i wczoraj poczułam żal, że tak ciężko mu się odnaleźć w społeczeństwie z powodu choroby. To naprawdę tragedia dla rodzica. Ale wtedy moja przyjaciółka powiedziała mi coś co otworzyło mi trochę oczy - że gdybym sama miała autystyczne dziecko, byłabym tak samo zdeterminowana jak rodzice M. Uświadomiło mi to, że faktycznie - gdy przytrafia nam się w życiu jakaś przeszkoda to naprawdę nie ma sensu się na niej skupiać. Nie wolno marnować sił na zamartwianie się - w ciężkich sytuacjach trzeba je przeznaczyć na walkę. Widzę, ile starań rodzice M. wkładają w to by mógł normalnie funkcjonować i jestem pod dużym wrażeniem. Myślę, że tak samo my, gdy ciężko nam sobie poradzić z czymś, nie powinniśmy zastanawiać się czy sobie poradzimy tylko robić coś co przybliży nas do sukcesu. Nadmierne analizy nigdy nie są dobre - bo zawsze znajdziemy coś niefajnego albo uczepimy się jakiejś niemądrej myśli lub będziemy sie doszukiwać czegoś czym możemy się pomartwić. A to kompletnie bez sensu.
Tak więc czas wziąć się za siebie. Nikt nie daje nam rzeczy, z ktorymi byśmy sobie nie poradzili:)
Dbajcie o siebie Czytacze! Niech moc będzie z Wami^^
A na koniec obrazek, który dostałam wczoraj od koleżanki. Przy moim uwielbieniu dla kotów, całkiem nieźle do mnie pasuje xD
Dziś chciałam do bloga powrócić, to chyba dobry moment.
Ups, zeszlam chyba z tematu posta.
Tytuł dzisiejszego wpisu - dlaczego akurat taki? Zaraz się dowiecie.
Pod koniec tamtego roku szkolnego byłam wolontariuszką- odwiedziałam z moją przyjaciółką chłopca (M.) chorego na autyzm. Bawiłyśmy się z nim, robilysmy różne rzeczy - głównie chodziło o to, by nauczył się kontaktu z innymi ludźmi, żeby było mu się łatwiej komunikować. Wczoraj poszłam zobaczyć jak wyglądają zajęcia z tym chłopcem już w specjalnym ośrodku, gdzie są sprzęty przystosowane do pracy z takimi dziećmi i przeszkoleni ludzie. M. jest takim aniołkiem, że po prostu nie da się go nie lubić. Pragnę, żeby wyzdrowiał i wczoraj poczułam żal, że tak ciężko mu się odnaleźć w społeczeństwie z powodu choroby. To naprawdę tragedia dla rodzica. Ale wtedy moja przyjaciółka powiedziała mi coś co otworzyło mi trochę oczy - że gdybym sama miała autystyczne dziecko, byłabym tak samo zdeterminowana jak rodzice M. Uświadomiło mi to, że faktycznie - gdy przytrafia nam się w życiu jakaś przeszkoda to naprawdę nie ma sensu się na niej skupiać. Nie wolno marnować sił na zamartwianie się - w ciężkich sytuacjach trzeba je przeznaczyć na walkę. Widzę, ile starań rodzice M. wkładają w to by mógł normalnie funkcjonować i jestem pod dużym wrażeniem. Myślę, że tak samo my, gdy ciężko nam sobie poradzić z czymś, nie powinniśmy zastanawiać się czy sobie poradzimy tylko robić coś co przybliży nas do sukcesu. Nadmierne analizy nigdy nie są dobre - bo zawsze znajdziemy coś niefajnego albo uczepimy się jakiejś niemądrej myśli lub będziemy sie doszukiwać czegoś czym możemy się pomartwić. A to kompletnie bez sensu.
Tak więc czas wziąć się za siebie. Nikt nie daje nam rzeczy, z ktorymi byśmy sobie nie poradzili:)
Dbajcie o siebie Czytacze! Niech moc będzie z Wami^^
A na koniec obrazek, który dostałam wczoraj od koleżanki. Przy moim uwielbieniu dla kotów, całkiem nieźle do mnie pasuje xD
Trzymajcie się!
wtorek, 20 października 2015
Jesienne smuteczki i o tym jak sami odbieramy sobie szanse
Witajcie, Czytacze!
Za oknem szaro, zimno i pada deszcz, słońca coraz mniej... jak zachować radość i energię?
Szczerze: nie wiem. Dziś - przyznaję się bez bicia - też mnie dopadło; traciłam przez kilka dni motywację na... cokolwiek konstruktywniejszego aż dziś totalnie mi się odechciało . Znacie ten stan, kiedy człowiekowi najwygodniej jest zostać w swoim bezpiecznym domku, kiedy ludzie na ulicy wydają się straszni,a dźwięki za głośne?
Próbowałam zbierać liście - jesień mimo chłodu i szarości nieba, w liściach jest wciąż dość kolorowa, ale to nie poprawiło mi humoru.
Jejku.
Więc przyszłam tutaj. Już jestem mniej zdołowana niż wcześniej, ale ten blog, mimo że może nie jest czytany, to mi osobiście pomaga poukładać sobie pewne sprawy i przywrócić pozytywne myślenie. Takie rozliczenie się z tym co mi chodzi po głowie - słowa napisane, a myśli zupełnie inaczej się widzi. Pisząc coś, strasznie męczę klawisz "backspace", bo piszę wszystko co mam w głowie i dopiero później to weryfikuje. To bardzo uzdrawiające, polecam wszystkim, którzy są podobnie chaotyczni jak ja^^
Trzeba sobie jakoś samemu radzić z sobą. Nie możemy dać sobie wejść na głowę tej ponurej części nas (kojarzycie "Inside Out" - "W głowie się nie mieści"? - chodzi mi o tą niebieską;D ). Tak naprawdę, to my sami możemy najlepiej sobie pomóc - nawet nasi przyjaciele nas tak dobrze nie znają i nie będą wiedzieć, co nam najbardziej poprawi humor. My wiemy - jeśli uszczęśliwia Cię czytanie, to kiedy łapiesz doła po prostu czytaj. Jeśli potrzebujesz przyjaciół na otarcie łez - powiedz im wprost czego od nich oczekujesz - nie każdy wie, jak się zachować. Zresztą, każdemu pomaga co innego - jeden woli jak się go rozśmieszy, inny chce być wysłuchany a jeszcze inny potrzebuje się przytulić i wypłakać.
Zdaje mi się, że jest naprawdę wiele osób, które wie czego chce, a nie umie o to poprosić. Poproszenie, o to co chcemy uzyskać, często uznajemy za jakąś niegrzeczność, robienie problemu czy zwyczajnie wciąż szukamy wymówek, bo się boimy - dlaczego? Przecież najwyżej nam odmówią, nikt nas nie zje, a przynajmniej spróbujemy.
Termin zgłoszeń był do wczoraj, a Ty się spóźniłeś? Zależy Ci na tych zajęciach? Dlaczego więc nie napiszesz do organizatorów, czy nie byłoby możliwości żebyś zgłosił się dzień po? Dlaczego od razu skazujemy się na niepowodzenie, dlaczego nawet nie próbujemy?
Czasem też mi się tak zdarza - zamiast poprosić czy dopytać wolę się zadowolić tym co mam, nie sprawdzając nawet czy nie mogłabym uzyskać więcej. Chodzi o proste wykorzystywanie wszystkich szans, które są nam dane. Głupio jest samemu pozbawiać się możliwości.
Dodatkowo mówienie wprost czego oczekujemy, naprawdę ułatwia życie. Sztandarowy przykład i bardzo oklepany: chłopak i dziewczyna, oboje zakochani, żadne nie powie, co tak naprawdę czuje i tak się przegapiają. Takich przykładów, gdy ze strachu odbieramy sobie fajne okazje jest mnóstwo.
Trzeba nauczyć się wytrwałości. Ciągle się tego uczę, ale widzę ile dzięki zmianie podejścia otworzyłam sobie drzwi. Serdecznie zachęcam do przełamania się^^
Trochę rozmył mi się temat, ale trudno. Ściskam Was, Czytacze, pijcie ciepłą herbatkę, grzejcie się pod kocykiem i bywajcie zdrowi!
Pozdrawiam jesiennie;)
A to tak na koniec, na przypomnienie lata i słońca:
Za oknem szaro, zimno i pada deszcz, słońca coraz mniej... jak zachować radość i energię?
Szczerze: nie wiem. Dziś - przyznaję się bez bicia - też mnie dopadło; traciłam przez kilka dni motywację na... cokolwiek konstruktywniejszego aż dziś totalnie mi się odechciało . Znacie ten stan, kiedy człowiekowi najwygodniej jest zostać w swoim bezpiecznym domku, kiedy ludzie na ulicy wydają się straszni,a dźwięki za głośne?
Próbowałam zbierać liście - jesień mimo chłodu i szarości nieba, w liściach jest wciąż dość kolorowa, ale to nie poprawiło mi humoru.
Jejku.
Więc przyszłam tutaj. Już jestem mniej zdołowana niż wcześniej, ale ten blog, mimo że może nie jest czytany, to mi osobiście pomaga poukładać sobie pewne sprawy i przywrócić pozytywne myślenie. Takie rozliczenie się z tym co mi chodzi po głowie - słowa napisane, a myśli zupełnie inaczej się widzi. Pisząc coś, strasznie męczę klawisz "backspace", bo piszę wszystko co mam w głowie i dopiero później to weryfikuje. To bardzo uzdrawiające, polecam wszystkim, którzy są podobnie chaotyczni jak ja^^
Trzeba sobie jakoś samemu radzić z sobą. Nie możemy dać sobie wejść na głowę tej ponurej części nas (kojarzycie "Inside Out" - "W głowie się nie mieści"? - chodzi mi o tą niebieską;D ). Tak naprawdę, to my sami możemy najlepiej sobie pomóc - nawet nasi przyjaciele nas tak dobrze nie znają i nie będą wiedzieć, co nam najbardziej poprawi humor. My wiemy - jeśli uszczęśliwia Cię czytanie, to kiedy łapiesz doła po prostu czytaj. Jeśli potrzebujesz przyjaciół na otarcie łez - powiedz im wprost czego od nich oczekujesz - nie każdy wie, jak się zachować. Zresztą, każdemu pomaga co innego - jeden woli jak się go rozśmieszy, inny chce być wysłuchany a jeszcze inny potrzebuje się przytulić i wypłakać.
Zdaje mi się, że jest naprawdę wiele osób, które wie czego chce, a nie umie o to poprosić. Poproszenie, o to co chcemy uzyskać, często uznajemy za jakąś niegrzeczność, robienie problemu czy zwyczajnie wciąż szukamy wymówek, bo się boimy - dlaczego? Przecież najwyżej nam odmówią, nikt nas nie zje, a przynajmniej spróbujemy.
Termin zgłoszeń był do wczoraj, a Ty się spóźniłeś? Zależy Ci na tych zajęciach? Dlaczego więc nie napiszesz do organizatorów, czy nie byłoby możliwości żebyś zgłosił się dzień po? Dlaczego od razu skazujemy się na niepowodzenie, dlaczego nawet nie próbujemy?
Czasem też mi się tak zdarza - zamiast poprosić czy dopytać wolę się zadowolić tym co mam, nie sprawdzając nawet czy nie mogłabym uzyskać więcej. Chodzi o proste wykorzystywanie wszystkich szans, które są nam dane. Głupio jest samemu pozbawiać się możliwości.
Dodatkowo mówienie wprost czego oczekujemy, naprawdę ułatwia życie. Sztandarowy przykład i bardzo oklepany: chłopak i dziewczyna, oboje zakochani, żadne nie powie, co tak naprawdę czuje i tak się przegapiają. Takich przykładów, gdy ze strachu odbieramy sobie fajne okazje jest mnóstwo.
Trzeba nauczyć się wytrwałości. Ciągle się tego uczę, ale widzę ile dzięki zmianie podejścia otworzyłam sobie drzwi. Serdecznie zachęcam do przełamania się^^
Trochę rozmył mi się temat, ale trudno. Ściskam Was, Czytacze, pijcie ciepłą herbatkę, grzejcie się pod kocykiem i bywajcie zdrowi!
Pozdrawiam jesiennie;)
A to tak na koniec, na przypomnienie lata i słońca:
poniedziałek, 12 października 2015
Zdobywamy Rysy!
Och, jak dawno nie pisałam!
Rozszerzenie w pewnych momentach daje popalić, wymieszane z obowiązkami i próbami posiadania życia prywatnego tak to się kończy - brakiem czasu na napisanie posta;P
Ale naskrobię dziś zaległego, a jutro kolejnego - kilka nowych rzeczy w moim życiu się wydarzyło.
Teraz mam też chwilkę do odsapnięcia, bo do środy mam wolne od szkoły!^^ Oj, uwielbiam taki dni, gdy mogę sobie pozałatwiać wszystko, posprzątać i siąść sobie na spokojnie później, a nie do lekcji.
Ale, ale...! Czas przejść do tematu posta!
Mianowicie: zdobyłam Rysy! Dokładnie w zeszłą sobotę(trzeciego października) wdrapałam się od strony słowackiej z Tatą, jego znajomą i moim bratem na ten najwyższy szczyt Polski.
Lubię jeździć w góry, a ten wyjazd był dla mnie szczególny - jest to mój wyczyn na naramiennik wędrowniczy(upraszczając: pewne "oznaczenie" harcerskie). Nie powiem - nie było łatwo. Trasa długa - około jedenastu godzin na szlaku(wejść i zejść, z odpoczynkiem oczywiście). I bardzo dużo ludzi, czasem autentycznie robiły się korki przy miejscach trudniejszych do przejścia. Ale wiecie co? Mimo wszystko warto. I dla świadomości, że to najwyższy szczyt Polski i dla satysfakcji z siebie i dla zniewalających widoków. Przedstawiam kilka:
(Ostatnie zdjęcie to toaleta przy schronisku pod Rysami po słowackiej stronie;))
W górach naprawdę można odpocząć. Odetchnąć, uspokoić się. Paść na trawę, gdy nogi odmawiają posłuszeństwa i jest się okropnie padniętym, a później leżeć tak w stanie totalnej błogości. Widzieć piękno natury, zachwycać się nim, ale czuć respekt przed wielkimi masami skał. Coś jest w tych górach magicznego.
Niektórzy nie zrozumieją tego fenomenu łażenia po górach - a niektórzy szukają tej wolności, bezkresności...a w zasadzie to może i trudno nazwać czego. Bo każdy czeka na coś innego.
Pozdrawiam Was cieplutko, na przekór pogodzie!
Aleksandra
Rozszerzenie w pewnych momentach daje popalić, wymieszane z obowiązkami i próbami posiadania życia prywatnego tak to się kończy - brakiem czasu na napisanie posta;P
Ale naskrobię dziś zaległego, a jutro kolejnego - kilka nowych rzeczy w moim życiu się wydarzyło.
Teraz mam też chwilkę do odsapnięcia, bo do środy mam wolne od szkoły!^^ Oj, uwielbiam taki dni, gdy mogę sobie pozałatwiać wszystko, posprzątać i siąść sobie na spokojnie później, a nie do lekcji.
Ale, ale...! Czas przejść do tematu posta!
Mianowicie: zdobyłam Rysy! Dokładnie w zeszłą sobotę(trzeciego października) wdrapałam się od strony słowackiej z Tatą, jego znajomą i moim bratem na ten najwyższy szczyt Polski.
Lubię jeździć w góry, a ten wyjazd był dla mnie szczególny - jest to mój wyczyn na naramiennik wędrowniczy(upraszczając: pewne "oznaczenie" harcerskie). Nie powiem - nie było łatwo. Trasa długa - około jedenastu godzin na szlaku(wejść i zejść, z odpoczynkiem oczywiście). I bardzo dużo ludzi, czasem autentycznie robiły się korki przy miejscach trudniejszych do przejścia. Ale wiecie co? Mimo wszystko warto. I dla świadomości, że to najwyższy szczyt Polski i dla satysfakcji z siebie i dla zniewalających widoków. Przedstawiam kilka:
(Ostatnie zdjęcie to toaleta przy schronisku pod Rysami po słowackiej stronie;))
W górach naprawdę można odpocząć. Odetchnąć, uspokoić się. Paść na trawę, gdy nogi odmawiają posłuszeństwa i jest się okropnie padniętym, a później leżeć tak w stanie totalnej błogości. Widzieć piękno natury, zachwycać się nim, ale czuć respekt przed wielkimi masami skał. Coś jest w tych górach magicznego.
Niektórzy nie zrozumieją tego fenomenu łażenia po górach - a niektórzy szukają tej wolności, bezkresności...a w zasadzie to może i trudno nazwać czego. Bo każdy czeka na coś innego.
Pozdrawiam Was cieplutko, na przekór pogodzie!
Aleksandra
czwartek, 24 września 2015
"Dorastając równocześnie dziecinniejemy", wiesz?
Witajcie Czytacze!
Zaczynam zyskiwać troszkę więcej czasu, więc czasem spędzam chwilki na kompletnej bezproduktywności.Nie wiecie nawet jak tego potrzebowałam! Stres wykończy każdego, jeśli nie będzie mieć odskoczni. I wsparcie, naprawdę, ludzie wokół mogą nam dać wielkiego kopa. Ostatnio miałam dużo spraw do załatwiania i bez rodziców czy przyjaciół zdechłabym. I tak tego nie przeczytają, ale jestem im serio bardzo wdzięczna.
W każdym razie, dziś naszła mnie myśl, że mimo biegu lat czuję sie jeszcze naprawdę dzieckiem. To znaczy, oczywiście widzę różnice pomiędzy tym jaka byłam w szkole podstawowej a jaka jestem teraz - nie jestem już tak infantylna, naiwna czy głupia jak kiedyś. Widzę teraz jednak jak zmieniło mi się myślenie- gdy byłam w gimnazjum spodziewałam sie,że mając 17 lat będę już naprawdę dorosła. Dotarłam teraz do tego wieku... I nic. Nie czuję sie gotowa na żadne rzeczy, na które, o ironio, byłam gotowa wcześniej. Nie boli mnie to ani nie smuci - to po prostu taka przewrotność życia. Wydaje mi się, że dopiero teraz poznaję siebie. Sprawdziłam się w różnych sytuacjach, co nie zawsze było dobre i mam tego świadomość, szczególnie że pewne rzeczy chciałabym zmienić czy zmienić ich czas. Ale dopiero teraz widzę, na co jeszcze chciałabym poczekać. Trochę to zabawne, bo w gimnazjum byłam gotowa stwierdzić za kogo wyjdę i z kim będę mieć dzieci(ah, ta dojrzałość gimbusa...) a teraz nie mogę sobie siebie nawet w takiej roli wyobrazić. I to jest dopiero dojrzałość - nie udawanie że jest się dużym w wieku nastu lat, a właśnie świadomość tego jak wiele jeszcze przed nami. Niektórzy ludzie myślą, że dojrzała osoba musi być gotowa na rzeczy poważne - na długotrwałe związki, na podejmowanie ważnych decyzji, na poradzenie sobie samemu z różnymi problemami. A ja stając sie dojrzałą, właśnie tego sie wyzbyłam. Wiem, ile muszę sie jeszcze nauczyć, wiem też jak ciężko jest brać za siebie odpowiedzialność. Również tym charakteryzuje się dojrzałość według mnie - tym, że wiemy na co możemy sobie pozwolić, co będzie dla nas dobre, a na co lepiej poczekać. Nie wiem, ile jeszcze mi się zmieni. Na ile rzeczy znów nie stanę sie gotowa, mimo że już byłam. Ale poznaje wreszcie swoje granice. Kiedyś będę mogła być w pełni dojrzała. Kiedyś.
Śpijcie dobrze, Czytacze!
Zaczynam zyskiwać troszkę więcej czasu, więc czasem spędzam chwilki na kompletnej bezproduktywności.Nie wiecie nawet jak tego potrzebowałam! Stres wykończy każdego, jeśli nie będzie mieć odskoczni. I wsparcie, naprawdę, ludzie wokół mogą nam dać wielkiego kopa. Ostatnio miałam dużo spraw do załatwiania i bez rodziców czy przyjaciół zdechłabym. I tak tego nie przeczytają, ale jestem im serio bardzo wdzięczna.
W każdym razie, dziś naszła mnie myśl, że mimo biegu lat czuję sie jeszcze naprawdę dzieckiem. To znaczy, oczywiście widzę różnice pomiędzy tym jaka byłam w szkole podstawowej a jaka jestem teraz - nie jestem już tak infantylna, naiwna czy głupia jak kiedyś. Widzę teraz jednak jak zmieniło mi się myślenie- gdy byłam w gimnazjum spodziewałam sie,że mając 17 lat będę już naprawdę dorosła. Dotarłam teraz do tego wieku... I nic. Nie czuję sie gotowa na żadne rzeczy, na które, o ironio, byłam gotowa wcześniej. Nie boli mnie to ani nie smuci - to po prostu taka przewrotność życia. Wydaje mi się, że dopiero teraz poznaję siebie. Sprawdziłam się w różnych sytuacjach, co nie zawsze było dobre i mam tego świadomość, szczególnie że pewne rzeczy chciałabym zmienić czy zmienić ich czas. Ale dopiero teraz widzę, na co jeszcze chciałabym poczekać. Trochę to zabawne, bo w gimnazjum byłam gotowa stwierdzić za kogo wyjdę i z kim będę mieć dzieci(ah, ta dojrzałość gimbusa...) a teraz nie mogę sobie siebie nawet w takiej roli wyobrazić. I to jest dopiero dojrzałość - nie udawanie że jest się dużym w wieku nastu lat, a właśnie świadomość tego jak wiele jeszcze przed nami. Niektórzy ludzie myślą, że dojrzała osoba musi być gotowa na rzeczy poważne - na długotrwałe związki, na podejmowanie ważnych decyzji, na poradzenie sobie samemu z różnymi problemami. A ja stając sie dojrzałą, właśnie tego sie wyzbyłam. Wiem, ile muszę sie jeszcze nauczyć, wiem też jak ciężko jest brać za siebie odpowiedzialność. Również tym charakteryzuje się dojrzałość według mnie - tym, że wiemy na co możemy sobie pozwolić, co będzie dla nas dobre, a na co lepiej poczekać. Nie wiem, ile jeszcze mi się zmieni. Na ile rzeczy znów nie stanę sie gotowa, mimo że już byłam. Ale poznaje wreszcie swoje granice. Kiedyś będę mogła być w pełni dojrzała. Kiedyś.
Śpijcie dobrze, Czytacze!
środa, 16 września 2015
Po dłuuugiej nieobecności powracam^^
Dawno mnie tu nie było, aż wstyd mi trochę, bo znów wychodzi mój słomiany zapał. Obiecuję jednak, że się poprawię!
(Nie żeby ktokolwiek to czytał i mu brakowało tego bloga, ale z założenia to miało być dla mnie więc dla siebie samej zaczynę wstawiać posty regularniej)
Z czego to wynika? Wakacje dobiegły końca a wszyscy uczniowie świata (ci niedorośli, bo te studenty to mają dobrze, jeszcze dwa tygodnie wolnego!) znów przywykli do dźwięku dzwonka szkolnego(cudownego, gdy lekcje się kończą i przykrego, gdy trzeba je zacząć). Ja osobiście rozpoczęłam naukę w drugiej klasie liceum o rozszerzeniu biolchem^^ Był to strzał w dziesiątkę, trafiłam na wspaniałe nauczycielki i naprawdę mi dobrze na tym profilu. Choć nie powiem, przeskok z jednej biologii i jednej chemii tygodniowo na sześć chemii i sześć biologii był na początku dość...przerażający.
Poza tym zaczął się nowy rok harcerski, co też przyniosło mi trochę roboty. Aktualnie oczekuję października, gdy wszystkie ważne sprawy sie wydarzą a ja wreszcie znajde czas na ponudzenie się ;P
Miałam napisać coś konstruktywnego, ale przemyślenia nagle mi pouciekały. Uznam to za post - ściereczkę do kurzu, jaki tu zaległ gdy nie mogłam znaleźć chwili na pisanie. Następnym razem, Drodzy Nieistniejący Jeszcze Moi Czytacze stworzę coś sensownego^^
Tymczasem pozdrawiam
Alekei
(Nie żeby ktokolwiek to czytał i mu brakowało tego bloga, ale z założenia to miało być dla mnie więc dla siebie samej zaczynę wstawiać posty regularniej)
Z czego to wynika? Wakacje dobiegły końca a wszyscy uczniowie świata (ci niedorośli, bo te studenty to mają dobrze, jeszcze dwa tygodnie wolnego!) znów przywykli do dźwięku dzwonka szkolnego(cudownego, gdy lekcje się kończą i przykrego, gdy trzeba je zacząć). Ja osobiście rozpoczęłam naukę w drugiej klasie liceum o rozszerzeniu biolchem^^ Był to strzał w dziesiątkę, trafiłam na wspaniałe nauczycielki i naprawdę mi dobrze na tym profilu. Choć nie powiem, przeskok z jednej biologii i jednej chemii tygodniowo na sześć chemii i sześć biologii był na początku dość...przerażający.
Poza tym zaczął się nowy rok harcerski, co też przyniosło mi trochę roboty. Aktualnie oczekuję października, gdy wszystkie ważne sprawy sie wydarzą a ja wreszcie znajde czas na ponudzenie się ;P
Miałam napisać coś konstruktywnego, ale przemyślenia nagle mi pouciekały. Uznam to za post - ściereczkę do kurzu, jaki tu zaległ gdy nie mogłam znaleźć chwili na pisanie. Następnym razem, Drodzy Nieistniejący Jeszcze Moi Czytacze stworzę coś sensownego^^
Tymczasem pozdrawiam
Alekei
Subskrybuj:
Posty (Atom)





