poniedziałek, 12 października 2015

Zdobywamy Rysy!

Och, jak dawno nie pisałam!
Rozszerzenie w pewnych momentach daje popalić, wymieszane z obowiązkami i próbami posiadania życia prywatnego tak to się kończy - brakiem czasu na napisanie posta;P

Ale naskrobię dziś zaległego, a jutro kolejnego - kilka nowych rzeczy w moim życiu się wydarzyło.
Teraz mam też chwilkę do odsapnięcia, bo do środy mam wolne od szkoły!^^ Oj, uwielbiam taki dni, gdy mogę sobie pozałatwiać wszystko, posprzątać i siąść sobie na spokojnie później, a nie do lekcji.

Ale, ale...! Czas przejść do tematu posta!
Mianowicie: zdobyłam Rysy! Dokładnie w zeszłą sobotę(trzeciego października) wdrapałam się od strony słowackiej z Tatą, jego znajomą i moim bratem na ten najwyższy szczyt Polski.
Lubię jeździć w góry, a ten wyjazd był dla mnie szczególny - jest to mój wyczyn na naramiennik wędrowniczy(upraszczając: pewne "oznaczenie" harcerskie). Nie powiem - nie było łatwo. Trasa długa - około jedenastu godzin na szlaku(wejść i zejść, z odpoczynkiem oczywiście). I bardzo dużo ludzi, czasem autentycznie robiły się korki przy miejscach trudniejszych do przejścia. Ale wiecie co? Mimo wszystko warto. I dla świadomości, że to najwyższy szczyt Polski i dla satysfakcji z siebie i dla zniewalających widoków. Przedstawiam kilka:





(Ostatnie zdjęcie to toaleta przy schronisku pod Rysami po słowackiej stronie;))

W górach naprawdę można odpocząć. Odetchnąć, uspokoić się. Paść na trawę, gdy nogi odmawiają posłuszeństwa i jest się okropnie padniętym, a później leżeć tak w stanie totalnej błogości. Widzieć piękno natury, zachwycać się nim, ale czuć respekt przed wielkimi masami skał. Coś jest w tych górach magicznego.
Niektórzy nie zrozumieją tego fenomenu łażenia po górach - a niektórzy szukają tej wolności, bezkresności...a w zasadzie to może i trudno nazwać czego. Bo każdy czeka na coś innego.

Pozdrawiam Was cieplutko, na przekór pogodzie!
Aleksandra

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz